Właśnie dostałam potwierdzenie, że paczka dotarła do adresatki, więc mogę pokazać co ostatnio zmajstrowałam :) Ale najpierw muszę wszystko opowiedzieć "jak prababka rodziła" (czyli historia będzie przydługa i momentami zawiła).
Zaczęło się od
Stonkowego Zlotu. Wtedy to hejasz (na
Forum nazywana przez nas pieszczotliwie "cioteczką") przekazała
eliance niepozorny kartonik (zdaje się, że po czekoladkach). Po paru zawirowaniach ów kartonik dotarł do mnie wraz z
ateciakami od elianki. Oczywiste było, że zmajstruję z niego zakładkę dla Heli, a że Hela kocha róże... Po chwili namysłu stwierdziłam, że zakładka to za mało. Nasza "cioteczka" to niesamowita kobieta, serce ma przeogromne, zdolna jest niesłychanie i w ogóle musiałabym sięgnąć po słownik, by ją opisać w kilku zdaniach - taka jest wspaniała! Niesamowicie ciepła, zawsze służy dobrym słowem, radą, no po prostu kochana jest przez nas wszystkie niesamowicie :) Postanowiłam zrobić jeszcze różane pudełko.
Tak wyglądały prezenty zapakowane:


Oto co się kryło w środku:


Do ozdobienia pudełka użyłam rubonsów (strasznie nie lubię używać spolszczonego angielskiego nazewnictwa, czy można by to nazwać jakoś w naszym rodzimym języku? Sama nie wiem, "zdrapywanki" brzmią jakoś dziwnie...). Oczywiście nie wyszło mi to super i w paru miejscach musiałam domalowywać, ale mam nadzieję, że nie rzuca się to bardzo w oczy :)

Do prezentów dołączyłam jeszcze paczuszkę "przydasiów", ale zapomniałam zrobić zdjęcie.
Hela jest zadowolona, więc i ja też :)
PS jeszcze chciałam Pocztę Polską pochwalić, bo paczkę nadałam wczoraj a dziś już była w Cieszynie!